poniedziałek, 23 lutego 2015

Prywatne maszyny proste z państwowym układem hamulcowym – piłowanie dźwigni finansowej

W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się o rządowych planach wprowadzenia górnego limitu na wysokość dźwigni finansowej, którą mogą oferować swoim klientom brokerzy forexowi zarejestrowani w Polsce i oferujący usługi na naszym rynku. Czy i jakie będzie to mieć konsekwencje dla przeciętnego gracza na rynku walutowym i, ogólniej instrumentów pochodnych? Czy zmiany będące skutkiem ingerencji rządu i nadopiekuńczości KNF, jak to zazwyczaj bywa, odbiją się niekorzystnie na możliwościach zarabiania pieniędzy dzięki wykorzystywaniu trendów w kursach walut, akcji i surowców?



Aby spróbować znaleźć odpowiedź na te pytania, warto najpierw przybliżyć nieco istotę mechanizmu wspomnianego w tytule, a w żargonie inwestorskim określanego również często mianem lewara. W przypadku kontraktów zawieranych na rynku Forex polega on na daniu inwestorowi możliwości wpłaty jedynie ułamka kwoty, na którą opiewa całość zawartego przez niego kontraktu. Procentowy wskaźnik, definiujący wielkość wymaganej części kwoty, określa siłę stosowanej dźwigni – im niższa jest jego wartość, z tym większą intensywnością dźwignia oddziałuje na finansowy efekt zawartej transakcji.

źródło: http://dzwignia-finansowa.pl/

A siła ta może być niemała, co niech zilustruje poniższy prosty przykład. Przypuśćmy, że gracz zdecydował się na dokonanie transakcji otwarcia pozycji na kontrakcie USDPLN w ostatni piątek, 20 lutego 2015, tuż przed zakończeniem tygodnia na rynku Forex, czyli około godziny 22. Kurs dolara względem złotówki wynosił wtedy u pewnego brokera 3.6619 PLN. Załóżmy dalej, że otwarta została pozycja krótka o wielkości 0.1 lota, co odpowiada wirtualnej sprzedaży 10 000 dolarów po wymieniowym wyżej kursie.

Jeśli stosowana jest przy tym dźwignia o wielkości 1:100 – a jest to dość typowa wartość, niektórzy brokerzy oferują nawet dźwignie 1:500 – to przy całkowitej wartości kontraktu wynoszącej 36 619 PLN wymagana kwota wynosi jedynie 366,19 PLN. I taka właśnie ilość pieniędzy została zabezpieczona na gotówkowym koncie gracza, jako depozyt gwarantujący jego wypłacalność na poczet rozliczenia transakcji. Zobaczmy teraz, jak wygląda saldo tego konta tuż po wznowieniu notowań na Foreksie w nocy z niedzieli na poniedziałek. Kurs USDPLN wynosi 3.6565, czyli pozycja krótka przyniosła zysk w wysokości

(3.6619-3.6565)*10 000 = 54 PLN

Przy zainwestowanej fizycznie kwocie 366,19 PLN oznacza to zysk procentowy w wysokości ponad 14.7%. I to w ciągu jednego weekendu!

Oczywiście, jak mówi popularne przysłowie, nie ma róży bez kolców. Stosowanie tak wysokiej dźwigni oznacza przecież, że w przypadku, gdy kurs porusza się w stronę przeciwną do oczekiwań gracza, jego straty – ponieważ są naliczane od pełnej kwoty kontraktu – mogą w krótkim czasie osiągnąć astronomiczne wielkości, powodując szybki ubytek kapitału, a w konsekwencji ruinę gracza.

I taka zapewne jest motywacja – przynajmniej według oficjalnych informacji przekazywanych przez KNF i rząd – wprowadzanych odgórnie limitów na dostępne wielkości dźwigni na rynku Forex, która może wynosić najwyżej 1:50. Warto przy tym nadmienić, że ograniczenia w tym zakresie będą dotykać wyłącznie brokerów zarejestrowanych w Polsce, działających w oparciu o nasze rodzime regulacje prawne. Instytucje brokerskie będące podmiotami spoza naszego państwa nadal będą mogły stosować dowolną wysokość dźwigni, ograniczoną jedynie ich autonomiczną polityką marketingową oraz zapotrzebowaniem klientów.

Szerzej o tym problemie można poczytać np. w tekście zamieszczonym tutaj. Natomiast moje własne stanowisko w tej sprawie, zresztą zbliżone do prezentowanego w powyższym tekście, opiera się na spostrzeżeniu, że rozsądny gracz, projektujący w przemyślany sposób swoją strategię spekulacyjną, wielkość stosowanej przez siebie dźwigni dobiera na podstawie precyzyjnej analizy ilościowej, chłodnej kalkulacji ryzyka, nieodłącznie związanego z operowaniem kontraktami na rynku Forex. Natomiast bezmyślne stosowanie zawsze maksymalnego poziomu dźwigni, kierując się jedynie jej dostępnością w serwisie brokerskim, jest równią pochyłą, prowadzącą w krótszym lub dłuższym czasie do bankructwa.


Wydaje się więc, że głosy zaniepokojenia, słyszane w środowiskach inwestorskich, zapowiadające nadejście trudnych czasów dla graczy na rynku Forex, są chyba trochę przedwczesne. Ostatecznie doświadczony rekin poradzi sobie z przetrwaniem na wodach każdego akwenu. Zaś drobnej płotce jest zapewne obojętne, w jakim języku będzie wydrukowane menu w restauracji, gdzie zostanie podana na talerzu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz