sobota, 28 kwietnia 2012

Forex - o co tu chodzi i dlaczego to nie jest kantor.


Na temat rynku Forex krąży wiele obiegowych opinii. Większość stanowią wariacje na temat dwóch prostych stwierdzeń. Po pierwsze: jest to narzędzie do dokonywania transakcji na walutach różnych państw. Po drugie: jest to rynek bardzo niebiezpieczny i ryzykowny, na którym można osiągać olbrzymie zyski, ale również szybko ponieść ruinę, porównywany jest nawet do gier hazardowych. Spróbujmy przyjrzeć się bliżej temu zagadnieniu.

Pewien znajomy przedsiębiorca, prezes firmy zatrudniającej ponad 100 pracowników, zagadnął mnie kiedyś: „Ty się znasz na forexie. Widziałem, że tam są bardzo dobre kursy dolara, lepsze niż w kantorach i NBP, a ja właśnie potrzebuję dużą sumę na zakup materiałów z importu. Da się tam kupić te dolary?” I właśnie od tego chciałbym zacząć.

Nie, nie da się. Jeśli potrzebuję pewnej sumy w obcej walucie to nie nabędę jej na rynku Forex – muszę udać się do kantoru. Wykazuje on pewne podobieństwa do Forex-u. Kantor oferuje swoim klientom dwa kursy określonej waluty: niższy, po którym jest gotów ją skupować oraz wyższy, po którym może sprzedać. Usługodawcy Forex, zwani brokerami, również notują waluty po dwóch kursach, zwanych z angielska BID (to jest ten niższy) oraz ASK (wyższy). Jednak na tym podobieństwa się zasadniczo kończą. 

 Kantor oferuje klientowi realną gotówkę. Natomiast operacje na rynku Forex polegają na „obstawieniu” przyszłych zmian kursu waluty i oczekiwaniu związanych z tym zysków (stąd porównania do kasyna i zakładów sportowych). Inwestor kupujący walutę, co w terminologii Forex nazywa się zajęciem pozycji długiej , kupuje ją „wirtualnie”. Nie uzyskuje jej w gotówce ani nawet w postaci przelewu. Jednak liczy on na wzrost jej kursu w przyszłości. Jeśli to nastąpi, to sprzeda on swoją „wirtualną” walutę (co jest nazywane zamknięciem pozycji) i otrzyma zysk, proporcjonalny do różnicy kursów i zainwestowanej przez siebie kwoty. Symetryczną sytuację nazywa się zajęciem pozycji krótkiej – oznacza to wirtualną sprzedaż waluty, licząc na spadek jej kursu i chęć późniejszego jej odkupienia po niższej cenie. Ten drugi przypadek jest mniej intuicyjny, no bo jak można sprzedać coś czego się nie ma? Obie te sytuacje postaram się przybliżyć na przykładzie przedstawionym poniżej.

Wyobraźmy sobie, że inwestor spodziewał się wzrostu kursu dolara względem złotówki w drugim tygodniu mijającego miesiąca.

Oto kursy dolara względem złotego w poszczególnych dniach w tym okresie. Kursy kantorowe pochodzą z jednego z kantorów we Wrocławiu, zostały odczytane z witryny dostępnej tutaj. Kursy Forex są takie, jakie oferował w tym samym czasie broker Admiral Markets.

 
Na pierwszy rzut oka widać, że różnica pomiędzy kursami sprzedaży i kupna jest dużo wyższa w kantorach i wynosi co najmniej kilka groszy, a niekiedy nawet kilkanaście. W podanym tu przykładzie na Forex różnica ta, nazywana spreadem wynosi 0.5 grosza (dlatego też brokerzy podają zwykle swoje kursy z dokładnością do 4 a czasem nawet 5 miejsc dziesiętnych). Konsekwencje tego są widoczne jak na dłoni.
  
W drugim tygodniu kwietnia miał miejsce przejściowy wzrost kursu dolara względem złotego. Załóżmy, że ktoś przewidywał jego wzrost i zdecydował się w poniedziałek kupić 1000 dolarów z myślą o ich szybkiej odsprzedaży z zyskiem. Przesłanki jakimi się kierował przy swojej decyzji nie są na razie przedmiotem naszego zainteresowania. Istotne jest to, że przy kursach oferowanych przez kantor musiał zainwestować ponad 3200 złotych i aż do ostatniego dnia tygodnia włącznie nie miał możliwości ich sprzedaży z jakimkolwiek, choćby minimalnym zyskiem. Natomiast zajmując w poniedziałek pozycję długą o wartości 1000 dolarów na rynku Forex i zamykając ją w piątek zrealizował zysk o wielkości (3.2013 – 3.1809) * 1000 = 20.40.

Różnice pomiędzy operacjami w kantorach a rynkiem Forex są w jeszcze większym stopniu widoczne na przykładzie analogicznej sytuacji ale malejącego kursu dolara, który miał miejsce w kolejnym tygodniu.


 
Po pierwsze, niezależnie od dużego spreadu w kantorach, dysponując jedynie złotówkami (a w tej walucie większość z nas zarabia i czyni wydatki) nie ma fizycznej możliwości wypracowania zysku przy spadku kursu dolara. Natomiast na rynku Forex sytuacja jest całkowicie symetryczna względem poprzedniej – spodziewając się spadku kursu zajmujemy pozycję krótką i (jeśli nasze oczekiwania się spełniają) zamykamy ją z zyskiem, w tym przykładzie wynosi on (3.1858 – 3.1735) * 1000 = 12.30.

Oczywiście w przykładzie występuje inwestor, który trafnie przewidział wzrost kursu dolara w pierwszym tygodniu a spadek w następnym. Gdyby jego przewidywania były odwrotne, zamiast opisywanych wyżej zysków miałby straty. Kryteria podejmowania decyzji co do zajmowania określonych pozycji na rynku, momentów ich otwierania i zamykania, będą przedmiotem wielu dalszych artykułów. Co więcej, jak wspomniałem w artykule wprowadzającym, kryteria te będą formułowane tak, aby nie wymagały robienia przewidywań explicite, stawiania prognoz ani odgadywania przyszłości. Prognozy pozostawiam ekonomistom i analitykom, a zgadywankami niech się zajmują wróżbici.

Wcześniej jednak zostaną poruszone zagadnienia i detale techniczne, z jakimi się spotykamy operując na rynku Forex. Miedzy innymi będą dotyczyć doboru kwot, jakimi należy dysponować w stosunku do planowanej wielkości operacji. Bo wprawdzie kupno i sprzedaż walut na rynku Forex są wirtualne, jednak pieniądze wpłacane na rachunki brokerskie są jak najbardziej realne.

2 komentarze:

  1. Poniższe pytanie wynika zapewne z mojego błędnego rozumowania pojęcia "prognozowania" ale dla pewności zapytam :) gdyż często używam tego pojęcia - być może rzeczywiście nieświadomie błędnie.

    Czy tworząc system/strategię, która opiera się na jakiś założeniach w rzeczywistości nie "prognozujesz"? Tzn. zakładasz, że cena zmieni się w jakiś, przewidywany przez Ciebie kierunek, bazując na jakiś znalezionych (świadomie lub nie) przez Ciebie zależnościach? W końcu, żeby kupić tanio by później sprzedać drogo musisz przewidzieć/prognozować zmianę ceny - nie ważne w jaki sposób - czy będzie to mniej czy bardziej obiektywna metoda...
    Dziwi mnie takie radykalne odrzucenie tego pojęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej kwestii zapewne wszelkie spory będą wynikać z różnic w rozumieniu pewnych pojęć i - siłą rzeczy - będą mieć charakter bardziej filozoficzny niż matematyczny :)
      Składając zlecenia kupna, sprzedaży, czy - ogólnie - zajęcia/opuszczenia jakiejś pozycji przy pewnych kursach faktycznie wyrażam swoje oczekiwania co do przyszłych wartości tych kursów, czyli w jakimś sensie "prognozuję" je. Rzecz w tym, że nie wyrażam tej prognozy explicite.
      A jeszcze inaczej: moje stanowisko jest takie, że sama metoda prognozowania, choćby najlepsza, aby mogła przynosić zyski, musi zostać uzupełniona regułami podejmowania działań z jej wykorzystaniem. Bez tego nie stanie się systemem transakcyjnym. Natomiast system nie wymagający wprost stawiania prognoz można skonstruować.

      Usuń